Bazyl

pies w trakcie szkolenia specjalistycznego


Co pies to obyczaj, czyli Bazyl widziany oczami swojego trenera - Piotra

 

Szast, prast! Wypowiedzenie tych słów zajmuje tyle, co zjedzenie miski karmy przez Bazia.

Hmmm...! Ahaaa! - tak Bazio obmyśla plan opanowania świata- jesteśmy pewni, ze to robi podczas, gdy przewraca tymi swoimi dużymi oczami i merda ogonem jak śmigłem helikoptera.
Mlask! Mlask! Tak Bazio codziennie wylizuje swoje futerko, długo i dokładnie, na błysk.
Pac! Bęc! Tak Bazio z lubością opada na podłogę, gdy próbuje „uwalić" się na człowieku i nie trafia.
Tup, tup, tup....- a tak drepcze, gdy zauważy, ze nieopatrznie został na ziemi papierek czy okruszek lub kapcie, które zgodnie z zamysłem opanowania świata należałoby pożreć.
Tadaaam! Bazio pędem wskakuje do klatki, za malej o cztery rozmiary, bo czasem zapomina, że mierzy więcej, bo urósł.
Drugiego takiego nie znajdziecie- prawdziwy labrador z krwi i kości.

 

Tak żartobliwie można opisać Bazia (bo tak zdrobniale Bazyl jest nazywany w domu). Jest on psiakiem uwielbiającym spędzać czas z człowiekiem. Niezależnie czy są to wspólne mizianki, baziosiedzenie razem przy komputerze i pisanie tekstów, długie spacery po żoliborskich łąkach i ulicach, zabawa w szkolenie czy zabawa ulubioną pomarańczową piłeczka, którą Bazio z lubością mi przynosi.

 

Gdy przekazałem Spajka w moim świecie trenera psów asystujących powstała pewna luka. Lukę tę poniekąd zapełnił mój prywatny przeuroczy szczeniak - staffik Lolek. Chwilę po jego przybyciu pojawił się Bazyl. Pierwsze dni z Bazylem były dla mnie trudne. Z wyglądu był dość podobny do Spajka - biszkoptowy labrador z przepięknym i rozbrajającym spojrzeniem. Początki były trudne, bo patrzyłem na Bazyla przez pryzmat Spajka, którego kilka tygodni wcześniej oddałem w ręce Marka. Jednak Bazyl okazał się psem zupełnie innym niż Spajk. Innym, ale równie niesamowitym..

 

Bazio urodził się na początku stycznia 2009 roku, do mnie trafił latem 2009. Od tamtej pory razem idziemy drogą przygody szkoleniowej. Można powiedzieć, że jest on pewnym siebie psem,bazija ciężko znaleźć sytuację, która u Bazia wywołałaby strach. Raz na jakiś czas dzwoni do nas Sylwia i pyta jak się dogadujemy i czy uważam, że Bazyl jest dobrym kandydatem na „assista"... Odpowiadam, że na dzień dzisiejszy tak. Obecnie widzę go przy osobie, której wspólny czas z psem podczas spacerów będzie świetną zabawą, która uwielbiała będzie długie wieczorne wtulanie się Bazyla, dla której jego westchnięcia - te podczas, gdy mu jest przyjemnie i te gdy coś nie idzie po jego myśli będą urocze. Największą zaletą Bazyla jest jego wieczna radość i niekończący się optymizm. Kiedyś, pewnego pięknego dnia spacerowaliśmy po pobliskich Sadach Żoliborskich i przyglądały nam się dwie starsze panie, które zrobiły sobie „chwilę przerwy", aby posiedzieć na ławce w parku. W pewnym momencie zaczęły komentować nasz spacer. Usłyszałem fragment wymiany zdań:
- Zobacz, idzie ten pan z pieskiem. - powiedziała pierwsza Pani
- Tak, a dlaczego ty się piesku tak ciągle cieszysz? - spytała druga zwracając się w stronę Bazia
I to jest chyba najlepsze podsumowanie wszystkich zalet Bazyla :)

 

Aby nie było tak różowo z Bazylem dużo pracy wkładamy w naukę kontrolowania szaleństw i emocji. Jest także obawa przed podróżą samochodem, nad którą powoli pracujemy. Bazyl już bardzo chętnie wchodzi do samochodu. Chętnie też nim jeździ, jeżeli może się przytulić do człowieka. Jednak podróż samemu w bagażniku jest dla niego na dzień dzisiejszy zbyt dużym wyzwaniem.

 

Aha, zapomniałbym dodać, że Bazyl już umie podawać kluczyki i monetę, ale przyniesienie kapci jest dla niego na razie za dużym wyzwaniem. Ale i to wypracujemy, mamy jeszcze dużo czasu. Taki urok tego Bazyla :)

Sponsorzy: