Ania i Samba

Na ulicy - bez kubraka - normalna, czarna labka i nic poza tym.

Nic bardziej mylnego.

Poznałyśmy się 30 sierpnia 2010 roku. Ja od razu się w Niej „zakochałam". Ona zachowywała się - jak dla Niej normalnie - spontanicznie i radośnie. Potem była chwila prawdy = zaiskrzy czy nie. Udało się i dałyśmy radę. Ona uspakajała mnie, a ja Ją.

Na następnym spotkaniu było dużo pracy = ja uczyłam się komend i ich opanowania, a Ona, czego ja się od Niej spodziewam i w jaki sposób. Pracowałyśmy nad smyczą, półkami itp. Po tej wizycie trener Samby stwierdził, że wyjątkowo do siebie pasujemy, bo „spotkały się dwie wariatki".

Następnym razem Sambulka została ze mną. Trwało to jakiś czas, ale co najważniejsze, po jakimś czasie Sambusia bez problemu zrozumiała, że „do nas" to mój pokój. Po jakichś 2 tygodniach zaskoczyła mnie do tego stopnia, że się popłakałam. Każdego dnia wstając z popołudniowego wypoczynku (ze względu na kręgosłup) prosiłam Ją by podała mi kapcie. W momencie, gdy zrobiła to sama, bez komendy, nie wiedziałam jak zareagować. Łzy same cisnęły się do oczu.

Kolejnym, trudnym momentem było pierwsze nasze wspólne pójście do miasta. Wtedy ja nie dałam rady, bo chyba za bardzo się denerwowałam, a Ona to wyczuła i była skucha. Chyba nie zdawałam sobie sprawy, że moje samopoczucie i nerwowość mogą na Nią przejść. Potem było już tylko super.

Na początku listopada trener z fundacji „Pomocna Łapa" „zorganizował" nam test. Kazał nam iść bardzo ruchliwą ulicą do supermarketu i zrobić zakupy. Poszłyśmy, chociaż ja miałam trochę obaw. Zupełnie niepotrzebnie, bo Sambulka szła grzecznie, bardzo uważając na to, co ja robię, w którą stronę idę i kiedy będzie mogła mi pomóc. Po powrocie do domu usłyszałam słowa, o których marzyłam, a zarazem nie sądziłam, że stanie się to tak szybko: „dziewczyny nie jestem Wam już potrzebny, możecie już same iść przez życie".

Wszystkie te spotkania doprowadziły do tego, że jesteśmy z Sambulką super teamem.

Nasz dzień rozpoczyna się od powitania - buziaki, przytulania itp. Potem Sambulka niesamowicie głośno i „słodko" ziewa. Następnie przynosi mi skarpetki, których też nauczyła się sama. Potem podaje mi gumkę do włosów, a porannym „gwoździem w programie" jest przyniesienie mi kapci. Potem moja praca. Następnie jest spacer, na którym Sambula szaleje, a po chwili nie odstępuje mnie na chwilę. Niepowtarzalne uczucie. Wieczorem trochę ćwiczymy lub powtarzamy znane już umiejętności, żeby nie zapomnieć. Potem idziemy spać - oczywiście razem.

Żyjemy sobie powoli ale szczęśliwie. Uczymy się nowych umiejętności i baaaaaaaaaaardzo to lubimy.

Wiem jedno - Sambulka podała mi „pomocną łapę" i jestem Jej i Wam za to bardzo wdzięczna. Moje życie uległo totalnej poprawie, a co za tym idzie jestem szczęśliwa. Od 6 lat nie pamiętam, kiedy tak często się uśmiechałam. Pisząc to słyszę jak moja suńka błogo sobie chrapie.

Jest cudownie.

 

 

info:
zdjęcia Ani i Samby robiła Agnieszka Paszyńska

 

Sponsorzy: