pies przekazany
Spike urodził się 30 czerwca 2007r. w hodowli "Z koła św. Huberta" jako Wiktor. Jego matką jest Etna Horand Plus, a ojcem Kipling Pod Jabłonią.
Zima 2007/2008
Proces szkolenia Spike'a rozpoczął się nietyopwo, dość późno, gdyż trafił do fundacji w wieku siedmiu miesięcy. Urzekł nas swoim spokojem, opanowaniem, a przy tym chęcią do pracy na tyle, że postanowiliśmy sprawdzić jego możliwości. Podczas testów dał się poznać jako pies dość szybko adaptujący do pracy w nowych warunkach. Spacer po pełnym głośnych dźwięków mieście, zatłoczonych centrach handlowych czy podróże metrem nie robiły na nim większego wrażenia.
Wiosna 2008
Spike zamieszkał u Piotra, który jest jego przyjacielem i wychowawcą i który przygotowuje go do roli psa asystującego.
Poniżej film pokazujący fragment pokazu umiejętności psa asystującego, nakręcony w trakcie imprezy kulturalnej w Podkowie Leśnej "Otwarte ogrody":
Jedną ze sztuczek, którą opanował Spike jest przynoszenie parówki bez folijki, w stanie nienaruszonym:
Więcej o kolejnych dniach nauki i przyjaźni możecie poczytać na blogu Piotra i Grześka.
Aby wyszkolić psa, trzeba najpierw nawiązać z nim więź, która jest podstawą do kształtowania umiejętności szkoleniowych. Osobiście nie potrafię podchodzić do szkolenia psów mechanicznie, bez emocjonalnego zaangażowania. Przez wspólne półtora roku, które spędziłem ze Spajkiem przeżyliśmy wiele wspaniałych przygód. Można powiedzieć, że okres ten był jedną wielka przygodą. Ja pracowałem nad emocjami psa, umiejętnościami niezbędnymi do pełnienia jego przyszłej roli. Patrząc od strony psa, z czasem zacząłem zauważać jak stawałem się dla niego coraz ważniejszy. Dziś chyba mogę powiedzieć, że Spajki jest psem, z którym nawiązałem jedną z najsilniejszych relacji ze wszystkimi psami, które do tej pory były przy mnie. Związane to jest z nakładem pracy, który trzeba włożyć w pracę z psem asystującym. I nie najtrudniejsza jest nauka umiejętności takich jak otwieranie szafek czy drzwi, podawanie monet i kluczy. Gro pracy trenera to praca nad emocjami psa, aby był spokojnym, zrównoważonym, pewnym, radosnym i przede wszystkim szczęśliwym psem, pomimo tak trudnej roli, jaką przyjdzie mu pełnić.
Gdy przygotowywałem Spajka, najtrudniejszym dla mnie okresem był czas, gdy czułem, że pies jest gotów do przekazania, ale nie wiedziałem jeszcze, do kogo trafi. Był to okres niepewności, mojego wewnętrznego niepokoju. Spotkania z różnymi osobami i dobranie odpowiedniej. Takiej, u której pies będzie czuł się najlepiej i takiej, dla której pies będzie czymś wyjątkowym, sprawiającym, że życie stanie się choć o drobinę lepsze.
Właśnie wróciłem z kolejnego spaceru z Markiem. Marek jest osobą, której postanowiliśmy przekazać Spajka. Za nami już kilka spotkań. Radość, jaką Markowi sprawiają nasze spotkania i możliwość spędzenia czasu ze Spajkiem, z drugiej strony spokój i pewność psa, którą dziś widziałem podczas naszego spotkania są najlepszym wynagrodzeniem za te półtora roku pracy z psem. Na razie wszystko układa się znakomicie. Marek zaczyna czuć Spajka, pies zaczyna się czuć bezpiecznie przy Marku.
O dalszych przygodach, emocjach związanych z procesem przekazania Spajka w następnym odcinku :) A będzie o czym pisać, bo przed nami jeszcze dużo zaplanowanej pracy. Tym czasem załączam jedno z moich ulubionych zdjęć ze Spajkiem.

Często ludzie zadają nam, trenerom psów asystujących, pytanie czy to nie szkoda tak oddawać psa po wspólnie spędzonych dwóch latach. Fakt, jest to bardzo trudne. Dla mnie osobiście najtrudniejsze są momenty fotelowej zadumy, bądź rozmyślania nad klawiaturą komputera. A dlaczego? Ponieważ zawsze obok mnie leży Spajki i co chwila spogląda swoim nad wyraz mądrym wzrokiem. Nie ukrywam, że jest to bardzo urocze. Na pewno będzie mi tego brakowało. Będzie mi brakowało wielu innych elementów naszego wspólnego życia: porannego przynoszenia ulubionej zabawki, gdy Spajki widzi jak się przebudzam, rozkosznie patrzących oczu i merdającego ogonka, wspólnych długich spacerów, głowy którą raz na jakiś czas spokojnie mi kładzie na kolana jakby prosząc „no pogłaszcz mnie czasem, nie bądź taki zimny drań" :)
W takich momentach przypominam sobie spotkania Spajka z Markiem, uśmiech na jego twarzy, jego radosny głos, który słyszę za każdym razem, gdy do niego dzwonię, ekspresje radości na moją informację o kolejnym spotkaniu. Można powiedzieć, że czuję się jakbym spełniał marzenie. Spajk dał mi dużo radości w życiu. Ale jest to kroplą w morzu przy tym jak dużo szczęścia może dać Markowi, jak wiele uśmiechu sprawia jemu myśl o kolejnym spotkaniu ze Spajkiem.
Jesteśmy przed kolejnym spotkaniem z Markiem. Jedziemy dziś na Ursynów, do jego mieszkania. Nie było by w tym nic nadzwyczajnego. Ot, kolejne spotkanie w ramach procesu przekazania psa asystującego. Tym razem będzie inaczej. Planuję zostawić Spajka. Mieli już za sobą kilka wspólnych spacerów bez mojej pomocy. Teraz czas, aby zobaczyć jak sobie radzą ze sobą na co dzień. Kiedy Spajki wróci do mnie na zielony Żoliborz? Nie wiem... Czas pokaże...
Na koniec jeszcze krótka scenka, która przydarzyła nam się podczas piątkowego spotkania. Nie ukrywam, że mocno zakuło mnie wtedy w dołku. Jechaliśmy we trzech warszawskim metrem. Spajki leżał grzecznie przy wózku, ja stałem obok. Marek wysiadał dwie stacje przed nami, więc zabrałem Spajka, pożegnaliśmy się i odeszliśmy kilka metrów dalej, aby pies nie poszedł za Markiem. Jednak, gdy Marek wyjeżdżał, Spajki poderwał się i chciał pójść razem z nim. I mimo, że odjechaliśmy już ze stacji Dw. Gdański, to pies długo jeszcze wpatrywał się w drzwi wagonu. Miło oglądać było ten obrazek. Widać, że między chłopakami nawiązuje się już odpowiednia relacja. Dzięki temu łatwiej będzie mi się rozstać ze Spajkiem.